Opuszki palców były czerwone, podrażnione i pokryte drobnymi, przypominającymi odciski otarciami.
„Uważamy, że to od zadrapań” – powiedział cicho oficer Wright. „Albo od kopania”.
„Od kopania?” Marcy odwróciła się do nich. „Gdzie kopanie?”
„Jeszcze nie wiemy”.
Była 2:00 w nocy, kiedy Dalton został wypisany. Marcy czekała na parkingu, siedząc na masce samochodu i wpatrując się w szpitalne światła.
Wyglądał na kompletnie wyczerpanego. Koszula była wypuszczona ze spodni, oczy miał zaczerwienione i dzikie. Kiedy ją zobaczył, nie krzyknął. Po prostu osunął się na chodnik obok jej samochodu.
„Myślą, że nalałem jej do szklanki, Marcy” – wykrztusił. „Pytali mnie, czy zmuszałem ją do jedzenia śmieci. Pytali, czy zamykałem ją w szafie”.
„Zrobiłeś to?” – zapytała cicho Marcy. Nienawidziła siebie za to pytanie, ale ziarno wątpliwości zasiane przez dr Fischera rozkwitało.
Dalton podniósł wzrok, a łzy spływały mu po twarzy. „Znasz mnie. Jestem nieudacznikiem. Zapominam podpisywać zgody. Trzy wieczory z rzędu karmię ją pizzą. Ale kocham tę dziewczynę bardziej niż własne życie. Przysięgam ci, Marcy. Oglądaliśmy filmy. Graliśmy w gry wideo. Była szczęśliwa”.
Wyciągnął telefon. „Patrz. Niedzielny poranek”.
Odtworzył film. Emory siedziała przy kuchennym stole Daltona, śmiejąc się z żartu i jedząc naleśniki. Wyglądała dobrze. Szczęśliwie. Normalnie.
„A potem co się stało?” – wyszeptała Marcy. „Między niedzielnym południem a momentem, kiedy ją odebrałem?”
„Nic! Zdrzemnęła się. Posprzątałam mieszkanie. To wszystko.”
Telefon Marcy zawibrował. To był numer, którego nie rozpoznała.
„Pani Thornfield? Tu dr Nora Kilpatrick. Jestem pediatrą w szpitalu. Właśnie wróciłam z dyżuru i przeanalizowałam przypadek Emory.”
„Czy wszystko z nią w porządku?”
„Jej stan jest stabilny. Ale potrzebuję ciebie i pana Gr.
„Muszę tu wrócić. Myślę, że policja i dr Fischer patrzą na to z niewłaściwej strony”.