„A tutaj” – Beatrice otworzyła notes. „Prowadziłam dziennik. Bo się martwiłam. 12 czerwca: Emory próbowała zjeść kredę, rysując. 4 lipca: Znalazłam Emory’ego żującego piankowy podłokietnik sofy.
Marcy wpatrywała się w notes, z czystym i precyzyjnym pismem. „Dlaczego nas bardziej nie naciskałaś?”
„Próbowałam” – powiedziała ze smutkiem Beatrice. „Ale przechodziliście przez rozwód. Pracowałaś na dwóch etatach. Krzyczałaś na siebie. Powiedziałaś mi, że jestem „osądzającą teściową”. Więc przestałam mówić. I po prostu patrzyłam na nią, kiedy była ze mną”.
Marcy poczuła się, jakby dostała w twarz. Pamiętała to. Pamiętała, jak kazała Beatrice się odczepić.
„Możemy to naprawić” – powiedział Dalton, chwytając notes. „To dowodzi, że to przewlekła choroba. To dowodzi, że to choroba”.
„To dowodzi, że to przegapiliśmy” – wyszeptała Marcy.
„To dowodzi, że jesteś człowiekiem” – powiedziała stanowczo Beatrice. „A teraz napij się tej kawy. Za cztery godziny mamy rozprawę sądową”.
Sala rozpraw była sterylna i zimna. Sędzia Vernon Hightower siedział za ławą, wyglądając na znudzonego. Po drugiej stronie przejścia siedziała Iris Pendleton z Child Protective Services, wyglądając na zadowoloną z siebie.
„Wysoki Sądzie” – zaczął Pendleton. „W przewodzie pokarmowym dziecka znaleziono odłamki metalu, plastiku i brudu. Rodzice przyznają się do pozostawiania go bez opieki przez długi czas. To ewidentny przypadek zaniedbania”.
Marcy chwyciła się krawędzi stołu.
„Mamy świadka, Wysoki Sądzie” – oznajmił ich obrońca z urzędu. „Dr Helena Marsh, specjalistka od zaburzeń odżywiania u dzieci, przylatuje z Atlanty na prośbę dr Kilpatricka”.
Drzwi się otworzyły. Weszła wysoka kobieta w eleganckim garniturze. Dr Marsh nie spojrzała na rodziców; poszła prosto na mównicę.
„Zapoznałam się z dokumentacją medyczną i dowodami przedstawionymi przez babcię” – oświadczyła dr Marsh. „Emory Graves to klasyczny, podręcznikowy przykład piki”. „Ślady” na jej palcach, które policja zidentyfikowała jako rany obronne? To odciski od zadrapań.
„Szalony, chwiejący się na ścianach i meblach, żeby zjeść odpryski farby i gipsu”.