Pułapka się zamykała. Gdybym odmówiła, wyglądałabym na defensywną – paranoiczną. Klasyczne objawy pogorszenia funkcji poznawczych. Gdybym się zgodziła, wpakowałabym się w ustawioną grę.
„Nie jestem pewna, o jakich problemach z pamięcią pani mówi” – powiedziałam ostrożnie, kierując słowa do lekarki. „Ale chętnie z panią porozmawiam”.
Zaprowadziłam ją do werandy, z dala od innych. Dr Aldridge usiadł naprzeciwko mnie, wyciągając tabletkę.
„Pani Morrison, pani mąż wyraził obawy dotyczące pominiętych wizyt, dezorientacji co do dat i dezorientacji. Powiedział, że była pani zdezorientowana na wczorajszym przyjęciu”.
„Pani doktor” – pochyliłam się do przodu, spokojnym głosem. „Jeśli ktoś chciałby przedstawić inną osobę jako osobę niepełnosprawną, aby przejąć jej majątek, jaka metoda byłaby najskuteczniejsza?”
Uniosła brwi. „To nietypowe pytanie”.
„Naprawdę?” Wyciągnęłam telefon. „Zanim przejdziemy dalej, chciałabym, żeby pani coś usłyszała”.
Odtworzyłam nagranie. Nie całe. Tylko fragment, w którym Nancy i Gerald omawiali strategię „pogorszenia funkcji poznawczych”.
Profesjonalna maska dr Aldridge opadła. Słuchała, szeroko otwierając oczy. Kiedy skończyła, w werandzie zapadła cisza.
„Pani Morrison” – powiedziała powoli. „Ta rozmowa przybrała nieoczekiwany obrót. W tych okolicznościach nie mogę przeprowadzić oceny medycznej. Potrzebuje pani prawnika. Nie lekarza”.
„Czy powie pani o tym mojemu mężowi?”
„Powiem mu, że nie widzę żadnych oznak upośledzenia. Co z tym zrobi, to jego decyzja. Ale ty… musisz działać szybko”.
Kiedy wróciliśmy do kuchni, Gerald wyglądał na wyczekującego. Nancy wyglądała na zadowoloną z siebie.
„Panie Morrison” – powiedziała dr Aldridge lodowatym głosem. „Rozmawiałam z pańską żoną. Jest bystra, zorientowana i w pełni sprawna. Nie widzę potrzeby dalszych badań”.
Twarz Geralda zbladła. Nancy wyglądała na wściekłą.
„Nie rozumiem” – wyjąkał Gerald. „Louise, jesteś taka zapominalska…”
„Naprawdę?” – zapytałam, patrząc mu w oczy. „Czy po prostu zwracałam uwagę na niewłaściwe rzeczy?”
Po wyjściu lekarza w domu zrobiło się toksycznie. Wiedzieli, że łatwe rozwiązanie nie zadziałało. Teraz spróbują trudniejszego.
Tego popołudnia znalazłam buteleczkę z tabletkami w kuchennej szafce. Alprazolam. Przepisał mi go nasz lekarz rodzinny, dr Park — bliski przyjaciel Geralda. Nigdy wcześniej nie byłam u tego lekarza na lęki. Nigdy nie dostałam tej recepty.
Wtedy zrozumiałam, dlaczego w zeszłym miesiącu czułam się tak otępiała. Gerald gotował w weekendy. Codziennie przynosił mi herbatę.
Nie tylko mnie oszukiwali. Podawali mi narkotyki.
Zawieszenie:
Mój telefon zawibrował. To był e-mail od prawnika Geralda, Richarda Palmera. Był zaadresowany do Geralda, ale wysłany do mnie przez pomyłkę — literówka w autouzupełnianiu.
Temat: Odp.: Finalizacja kurateli.
Załącznik: Nakaz natychmiastowego przymusowego leczenia.
Treść e-maila brzmiała: „Ponieważ ocena medyczna się nie powiodła, przechodzimy do planu B. Zeznania świadków od sąsiadów dotyczące jej „błąkania się” są gotowe. Możemy uzyskać podpis sędziego na nakazie natychmiastowego leczenia do wtorku rano”.
Była niedziela wieczorem. Miałem mniej niż 36 godzin, zanim przyjechali, żeby mnie zabrać furgonetką.
Potrzebowałem armii, a nie miałem nikogo. Moja córka Jane była w Oregonie, 4800 kilometrów stąd.