Napisałem do niej: Wracaj do domu. Nagły wypadek. Nie dzwoń do taty.
Potem zrobiłem coś nielegalnego. Poczekałem, aż Gerald pójdzie pod prysznic i włamałem się do jego laptopa. Nie potrzebowałem hasła; użyłem klucza do ominięcia zabezpieczeń administratora, który pięć lat temu napisał na karteczce samoprzylepnej pod zszywaczem – był arogancki, a arogancja sprawia, że ludzie są niedbali.
Znalazłem wszystko. Dokumenty kredytowe. Roger był winien 300 000 dolarów upadłemu startupowi technologicznemu. Groziło mu bankructwo. Gerald stracił połowę naszej emerytury w ryzykownych akcjach, próbując go ratować. Tonęli, a ja byłem tratwą ratunkową, którą zamierzali zezłomować na części.
Skopiowałem wszystkie pliki na pendrive.
W poniedziałek rano skontaktowałem się z dr. Aldrim.
Dge. Podała mi nazwisko: Julia Winters. Prawniczka z New Haven znana jako „Rekin”.
„Nie mogę wyjść z domu” – wyszeptałam do telefonu, zamknięta w łazience. „Gerald obserwuje mnie jak jastrząb”.
„Idę do ciebie” – powiedziała Julia. „14:00. Bądź gotowa”.
O 13:00 Gerald wszedł do kuchni. Trzymał w ręku szklankę wody i dwie niebieskie tabletki.
„Louise, wyglądasz na zdenerwowaną. Znalazłem to. Dr Park ci je przepisał. Tylko po to, żebyś się odprężyła”.
Wyciągnął je, a na jego twarzy malowała się czuła troska. To był przerażający występ.
„Nic mi nie jest, Gerald”.
„Weź tabletki, Louise” – jego głos opadł o oktawę. To już nie była prośba. „Jeśli tego nie zrobisz, będę musiał wezwać ratowników medycznych. Powiedz im, że masz atak. Wiesz, że mi uwierzą”.
Wzięłam tabletki. Włożyłam je do ust, popiłam wodą i połknęłam.
Gerald się uśmiechnął. „Grzeczna dziewczynka”.
Nie widział, jak wyplułam je z powrotem do serwetki, kiedy wycierałam usta.
O 14:00 na podjazd wjechał samochód. Ale to nie była Julia Winters. To był biały van. Hartford Secure Care Transport.
Przyjechali wcześniej.
Gerald wstał, wyglądając na ulżonego. „To dla twojego dobra, Louise. Zobaczysz”.
Z vana wysiadło dwóch rosłych mężczyzn w fartuchach. Nancy i Roger zaparkowali za nimi na podjeździe. Idealnie to sobie zorganizowali.
Wjechałam tyłem w kąt kuchni. „Gerald, nie rób tego”.
„Nancy, złap ją za torbę” – rozkazał Gerald.