Mężczyźni weszli do pomieszczenia gospodarczego. „Pani Morrison? Przyszliśmy, żeby zabrać panią w bezpieczne miejsce”.
„Nigdzie się nie wybieram!” – krzyknęłam.
„Jest zdezorientowana” – powiedział Roger, patrząc na podłogę. „Tylko… bądźcie delikatni”.
Jeden z mężczyzn sięgnął po moje ramię.
KRZYK.
Kolejny samochód z rykiem wjechał na podjazd, skręcając na trawnik, żeby ominąć zablokowany podjazd. Czarne BMW. Wysiadła z niego kobieta, trzaskając drzwiami. Trzymała teczkę jak broń.
„Odsuńcie się od mojej klientki!” – ryknęła Julia Winters.
„Kim pan jest?” – zażądał Gerald, wchodząc na werandę.
„Jestem adwokatem pani Morrison. I jeśli ją tkniecie, każę was wszystkich aresztować za porwanie i spisek”.
„Ona jest niekompetentna!” krzyknęła Nancy. „Mamy rozkazy!”
„Nic nie masz!” Julia weszła po schodach, mijając oszołomionych sanitariuszy. Podała mi teczkę. „Pokaż im, Louise”.
Cliffhanger:
Otworzyłam teczkę, którą Julia przygotowała na podstawie plików, które jej wysłałam. Wyciągnęłam pierwszy dokument.
„To” – powiedziałam, a głos drżał mi z wściekłości – „jest raport z analizy kryminalistycznej trzystu tysięcy dolarów, które ukradł Roger. A to” – wyciągnęłam kolejny – „jest oświadczenie doktora Aldridge’a, stwierdzające, że jestem całkowicie poczytalna”.
Spojrzałam na męża. „A to” – uniosłam telefon – „jest nagranie, na którym planujesz mnie zamknąć”.
„Wynoście się z mojego terenu” – wyszeptałam. „Zanim spalę wasze życia doszczętnie”.
Sanistrowie wyszli pierwsi, przepraszając obficie. Nancy próbowała się wygadać, ale Julia zagroziła jej oskarżeniem o oszustwo związane z jej gabinetem stomatologicznym. Uciekła.
Roger tylko płakał. „Mamo, ja…”
„Idź” – powiedziałam. „Nie mogę na ciebie patrzeć”.
Został Gerald.