„Uważaj, Martin. Mogłaby cię pozwać za te delikatne ręce”.
Mój przyrodni brat nawet nie podniósł wzroku znad telefonu.
„Więc co ci się stało – ciało czy mózg?”
Nie odpowiedziałam. Po prostu patrzyłam na niego, dopóki on pierwszy nie odwrócił wzroku.
„Potrzebuję dostępu do mojego biura” – powiedziałam.
„Twoje biuro jest remontowane” – odparł lekceważąco mój ojciec.
„Przeznaczone na nowe cele” – dodała Celia z uśmiechem. „Dla Adriana. Dołącza do zarządu”.
Zarządu. Firmy mojej matki. Rozmawiali, jakbym już odeszła.
Tej nocy, kiedy świętowali na dole, siedziałam w ciemności na górze, słuchając przez kratkę wentylacyjną, tak jak robiłam to w dzieciństwie.
„Jak tylko podpisze dokumenty o niezdolności do pracy, będziemy mogli przejąć kontrolę” – powiedziała Celia.
„Już wygląda na półżywą” – zaśmiał się Adrian.