„Ty nikogo nie kochasz, Vanesso. Kochasz tylko to, co możesz wykorzystać, ukraść lub zniszczyć”.
Znów zapadła cisza, jeszcze cięższa.
Wtedy zadał ostateczny cios.
„Wczoraj o północy wszystkie moje konta osobiste, aktywa i prywatne akcje zostały przeniesione na nieodwołalny fundusz powierniczy w imieniu mojej prawowitej żony, Hélène Duval, i moich prawowitych synów, Mathisa i Léviego Delcourtów. Nie jesteś zaręczona z milionerem. Jesteś zaręczona z mężczyzną, który na papierze nie ma już ani jednego euro”.
Vanessa zbladła tak nagle, że wyglądała, jakby miała zaraz zemdleć.
„Nie… nie, nie mogłeś mi tego zrobić…”
„To już się stało”.
W tym momencie do pokoju weszli funkcjonariusze wydziału ds. przestępstw finansowych.
Adrien Roche został obezwładniony jako pierwszy.
Vanessa próbowała uciec, ale nie zdążyła zrobić nawet trzech kroków, zanim została skuta kajdankami przed błyskającymi kamerami, uniesionymi telefonami komórkowymi i oburzonymi pomrukami tej samej elity, która zaledwie kilka minut wcześniej ją oklaskiwała.
Krzyczała.
Płakała.
Błagała.
Ale Édouard czuł tylko ogromną pustkę.
Bo żadne publiczne upokorzenie, żadne aresztowanie, żadna ruina nie mogły wymazać obrazu Hélène na poboczu drogi, z dziećmi w ramionach i kurzem we włosach.
O świcie Édouard ponownie stanął przed małym domem, w którym mieszkała Hélène.
Nie przyniósł ani kwiatów, ani pustych obietnic.
Przyniósł dokumenty.