„Ja też próbuję” – powiedział.
Po rozłączeniu się otworzyłem folder domowy i dodałem kolejną stronę: kserokopię serwetki obiadowej, atrament lekko rozmazany od kawy i małe, niezbędne życie. Na odwrocie napisałem to, co wiedziałem teraz, z pewnością, która nie musi podnosić głosu:
Miłość nie jest wielką księgą rachunkową, ale wielkie księgi rachunkowe chronią miłość przed żywiołami.
Pierwszej pogodnej nocy po tygodniu mgły gwiazdy powróciły nagle, niczym przeprosiny dla brzegu. Usiadłem na odzyskanej drewnianej ławce, ubrany w czerwoną kurtkę, i nadałem tym trzem, których zawsze szukam: tej, którą Noel nazwał Porch Light (Światłem na Werandzie), tej, którą Wade nazwał Nail (Gwoździem), i tej, którą sam nazwałem: Little Reliable North (Mała Niezawodna Północ). Fale dotrzymały terminu ze skałami. Dom dotrzymał obietnicy danej kobiecie, której nazwisko widniało w akcie własności. Gdzieś w mieście zapłacono za kalendarz, którego kwadraty zaczynały przypominać całe życie.
Kiedy w końcu wróciłem, zostawiłem drzwi otwarte, aż zasuwka się zatrzasnęła, bo niektóre rzeczy zamykają się na siłę, a inne zamykają się lepiej, gdy są otwarte. Poziomica nad parapetem świeciła dyskretnym, radosnym zielonym światłem. Zgasiłem światło i pozwoliłem oceanowi przemówić.