Niedługo potem znaleźliśmy się w małej sali sądowej z lakierowanym drewnem i milczącym regulaminem. Bez efekciarstwa: tylko precyzyjne pytania, dokumenty i sędzia, który szybko czytał i mówił jasno.
„Pokaż mi dokument potwierdzający własność” – poprosiła.
—Dokument D—odpowiedział mój prawnik.
—Zgodnie z tym dokumentem firma jest wyłączona ze dziedziczenia — przyznał prawnik Wade’a.
„W takim razie ta kwestia jest rozstrzygnięta” – podsumowała sędzia, odnosząc się do linii kredytowej i wyciągu bankowego. „Niewiedza nie oznacza zaprzeczenia” – powiedziała Wade’owi, gdy twierdził, że nie wiedział. „Weksle istnieją. Mówią same za siebie. Ustalcie profesjonalne terminy. Nie będziemy się więcej procesować o podpisy, które zostały już złożone i poświadczone”.
Młotek nie uderzył, lecz kliknął, jak szuflada zamykająca się samoczynnie.
Na korytarzu westchnął prawnik Wade’a.
—Akta są przejrzyste.
To nie była porażka, tylko powrót grawitacji do normy. Później mój prawnik wręczył mi jednostronicowy projekt zatytułowany „Harmonogram spłat”, powiązany z terminami wypłat, a nie z obietnicami.
„Wykorzystamy to” – powiedział. „To pomaga wszystkim zachować uczciwość, nawet nadzieję”.
Wróciłem się przez sekwoje i w biurze Noela, za rzędem podręczników stolarskich, znalazłem dwie koperty z jego wyraźnym pismem, tę, którą zarezerwował na czeki i świąteczne etykiety.