Wszyscy się śmiali.
Nosiłaś koronę.
Później tego wieczoru, po kolacji, Diego wstał i stuknął palcem w kieliszek. Jęknęłaś, bo wiedziałaś, że zaraz będzie przemówienie.
„Będę streszczał” – powiedział.
„Nigdy tego nie robisz” – odpowiedziałaś.
Więcej śmiechu.
Diego uśmiechnął się do ciebie. „Pięć lat temu prawie pozwoliłam strachowi przekonać mnie, że milczenie to dojrzałość. Prawie uwierzyłam, że zachowanie spokoju oznacza pozwolenie komuś na brak szacunku dla osoby, która dała mi wszystko. Ale moja siostra nauczyła mnie czegoś tej nocy. Spokój bez godności to po prostu ładniejszy rodzaj więzienia”.
Na podwórku zapadła cisza.
Uniósł kieliszek. „Za Marianę. Za pierwszy fundament. Za miejsce w pierwszym rzędzie. Za powód, dla którego umiałam się podnieść”.
Wszyscy wznieśli kieliszki.
Tym razem pozwoliłaś sobie to przyjąć.
Bez krępowania się.
Bez przeprosin.
Bez żartów, żeby to umniejszyć.