Po raz pierwszy tego wieczoru Arthur nie miał odpowiedzi.
Wtedy Diego zrobił coś, czego nikt się nie spodziewał.
Zdjął obrączkę.
Valeria gwałtownie wciągnęła powietrze.
Ale nie oddał jej. Trzymał ją w dłoni i patrzył na nią ze smutkiem w oczach. „Kocham cię” – powiedział. „Ale nie mogę poślubić kogoś, kto kłamie. Nie w ten sposób. Nie, kiedy nazwisko twojego ojca widnieje na umowach, których nigdy nie zatwierdziłem. Nie, kiedy moja siostra jest traktowana jak brud pod kwiatami”.
Valeria skinęła głową przez łzy. „Wiem”.
Te słowa zdawały się łamać jej serce i jednocześnie ją uwalniać.
Potem sięgnęła po swoją obrączkę i też ją zdjęła.
Arthur uśmiechnął się, myśląc, że wygrał.
Ale Valeria zwróciła się do konsultanta ślubnego. „Odwołaj przyjęcie”.
Uśmiech Arthura poszerzył się.
Potem dodała: „I zadzwoń do mojego prawnika”.
Jego uśmiech zniknął.
Valeria spojrzała na Diego. „Nie chcę cię poślubić jako córkę Arthura Salinasa. Chcę poślubić cię jako siebie. Ale najpierw muszę dowiedzieć się, jak bardzo kontrolował moje życie groźbami i pieniędzmi”.
Diego przełknął ślinę. „Poczekam na prawdę. Nie na władzę. Nie na twoje nazwisko. Na ciebie”.
Skinęła głową. „Więc zacznijmy od prawdy”.
W ciągu kilku minut sala balowa pogrążyła się w chaosie.
Goście wychodzili grupami, szepcząc do telefonów. Inwestorzy odciągali Arthura na bok z napiętymi minami. Kuzyni Valerii próbowali uspokoić Patricię, która powtarzała, że ma kopie wszystkiego na prywatnym podjeździe. Fotograf ślubny, niech Bóg błogosławi jego zszokowane serce, uchwycił niemal każdą sekundę.
Artur próbował wyjść bocznym wejściem.
Ale dwóch mężczyzn w garniturach mu przeszkodziło.
To nie byli ochroniarze.