Przestałaś oddychać.
Diego odwrócił się do ciebie i po raz pierwszy tej nocy jego głos złagodniał. „Nie powiedziałem ci, bo się wstydziłem. Nie ciebie. Siebie. Bo przez sekundę zastanawiałem się, czy milczenie nie ułatwiłoby mi życia”.
Gardło cię paliło. Chciałaś mu powiedzieć, że nic ci nie jest winien. Chciałaś mu powiedzieć, że przeżyłaś coś gorszego niż zniewaga bogacza. Ale nie mogłaś wydusić z siebie ani słowa.
Diego znów zwrócił się do gości. „Wysyłał e-maile. Kazał swojemu prawnikowi wysłać umowy. Powiedział, że moja siostra stanowi „zagrożenie dla reputacji”. Powiedział, że jej obecność na publicznych wydarzeniach zaszkodzi marce rodziny”.
Artur roześmiał się, ale teraz jego głos brzmiał ciszej. „To absurd”.
Diego rozłożył pierwszą stronę. „Czy chcesz, żebym przeczytał twoje słowa?”
Cisza.
Potem z tyłu sali ktoś powiedział: „Przeczytaj”.
To była ciocia Klara, starsza siostra twojej matki, ubrana w prostą granatową sukienkę i buty ortopedyczne, wśród kobiet ociekającej diamentami. Siedziała też przy wyjściu służbowym, gdzie „mniej ważni” krewni byli rozmieszczeni niczym zbędne meble. Jej głos był stary, ale niósł się jak dzwon kościelny.
Diego spojrzał na ciebie.
Skinęłaś raz głową.
Przeczytał.
„Diego, podziwiam twoją ambicję, ale ambicja wymaga odcięcia niezdrowych więzi. Pochodzenie Mariany, brak wykształcenia i niestabilność finansowa są nie do pogodzenia z wizerunkiem, jaki budujemy wokół ciebie i Valerii”.
W sali balowej rozległy się westchnienia.
Żona Arthura, Patricia, uniosła drżącą dłoń do ust. Valeria cofnęła się, jakby te słowa uderzyły ją fizycznie. Stałeś nieruchomo, ale w głębi duszy wszystkie wspomnienia zaczęły się pojawiać naraz: zmywanie naczyń do północy, szycie Diego spodni szkolnych ręcznie, udawanie, że nie jesteś głodny, żeby mógł zjeść przed egzaminami.
Diego przeczytał następny wers.