Oderwanie się od prawdy już zbyt wiele mi ukradło z życia. Nie zamierzałam pozwolić, żeby ukradła mi również tę decyzję.
Ubrałam się w stare dżinsy i sweter pożyczony z szafy Lorie.
Patrzyła, jak zakładam buty. „Jesteś pewna?”
„Nie” – przyznałam. „Ale i tak idę”.
Uśmiechnęła się przez łzy. „Jestem z ciebie dumna”.
Poszłam do mieszkania Callahana, bo potrzebowałam zimnego powietrza i czasu do namysłu. Buddy usłyszał mnie pierwszy, jego łapy pełzały po podłodze, zanim jeszcze dotarłam na szczyt schodów. W chwili, gdy otworzyłam drzwi, omal mnie z ulgi nie przewrócił.
Mój mąż stał w kuchni. Odwrócił głowę, gdy tylko weszłam do środka.
„Merry, wróciłaś!”
„Skąd wiedziałaś, że to ja?” – zapytałam.
Na jego twarzy pojawił się smutny uśmiech. „Buddy wiedział pierwszy. Moje serce wiedziało potem”.
Ostrożnie zrobił krok naprzód, jedną ręką wysuwając się nieco przed siebie. Prawie źle ocenił dywan. Zanim zdążyłam się zastanowić, wyciągnęłam rękę i złapałam go za nadgarstek. Callahan zamarł pod moim dotykiem. Potem, delikatnie, znów odnalazł moją twarz.
„Jesteś najpiękniejszą kobietą, jaką kiedykolwiek znałam, Merry”.