Tego wieczoru w Seattle padał ulewny deszcz.
W 1998 roku dałem swoje ostatnie 10 dolarów bezdomnemu, a dziś do moje
Zostało mi dokładnie 10 dolarów.
Bilet autobusowy. Chleb. Trzy dni przetrwania.
Potem go zobaczyłem.
Starszy mężczyzna stał pod zardzewiałą markizą, przemoczony do suchej nitki, drżąc tak mocno, że sam widok na niego przyprawiał o dreszcze. Żadnego znaku, żadnego głosu, tylko niemal niewidzialna obecność.
Znałem to uczucie.