Ludzie później pytali, skąd wzięłam odwagę, by odejść od ołtarza. Prawda jest taka, że odwaga nie pojawiła się nagle. Pojawiła się w jednej, nieznośnej chwili, kiedy pozostanie wydawało się bardziej niebezpieczne niż odejście.
Więc tego dnia przybyłam na ślub z siniakiem pod okiem i odeszłam z czymś lepszym niż mąż:
odzyskanym życiem.
A jeśli ta historia do ciebie przemawia, podziel się nią, opowiedz o niej i przypomnij komuś, że odmowa przemocy nigdy nie czyni go „zbyt trudnym”. Czasami najodważniejsza historia miłosna to ta, w której kobieta wybiera siebie.