Na chwilę sala zamarła.
Potem ludzie się roześmiali.
I właśnie tam, przy ołtarzu, zdałam sobie sprawę, że mężczyzna, którego miałam poślubić, wiedział dokładnie, co mi się przydarzyło.
Śmiech bolał bardziej niż siniak.
Nie wszyscy się roześmiali szczerze. Kilku gości uśmiechnęło się tymi niepewnymi półuśmiechami, które ludzie przybierają, gdy nie są pewni, czy coś jest żartem, czy wyznaniem. Ale wystarczająco wielu się roześmiało. Na tyle, że poczułam chłód na skórze. Mama zacisnęła usta, jakby z dezaprobatą, choć w jej oczach błysnęło coś radosnego.
Rachel, stojąca tuż za mną, szepnęła: „Olivio, nie rób tego. Nie w ten sposób”.
Ale wtedy nie byłam już w środku ślubu, który planowałam. Stałam w środku prawdy.
Spojrzałam na Ethana.