Łazienka jest pełna pary. Wanna jest do połowy pusta.
Na kafelkowej podłodze leży przemoczony ręcznik. Pauline musiała jej pomóc wytrzeć brudną wodę, zapach wybielacza, ślady tej sceny. Teraz Elise ma na sobie jeden z moich starych T-shirtów i gruby szlafrok. Jej mokre włosy zostały pospiesznie zaplecione na ramieniu.
Wydaje mi się tak mała, że aż boli mnie w piersi.
Pauline ociera się o moje ramię, wychodząc. Drzwi do naszej sypialni cicho się za nią zamykają.
Klękam przed żoną.
„Przepraszam” – mówię.
A mój głos załamuje się w chwili, gdy słowa wychodzą z mojej dłoni.
Elise wpatruje się w swoje dłonie. Jej kostki też są czerwone. Cienka linia na jej nadgarstku. Kiedy widzi, że tam kieruję wzrok, instynktownie opuszcza rękaw.
„Nie przepraszaj, jakby już było po wszystkim” – szepcze. „Kiedy mówisz to tak delikatnie… mam wrażenie, że może w głębi duszy już wiedziałeś”.
To zdanie mnie rozdziera.
Naprawdę na nią patrzę.
„Nie” – mówię. „Nie wiedziałam. Ale powinnam była wiedzieć”.
Widzę, jak prawda ją mocno uderza.
Bo zaprzeczenie by mnie ochroniło, a ją zniszczyło.
Teraz nie potrzebuje idealnego męża. Tylko uczciwego.
Usta Elise drżą.
„Próbowałam ci kiedyś powiedzieć”.
Zamykam oczy na sekundę.
„Kiedy?”
„W dniu, w którym Berthe oskarżyła mnie o marnowanie zakupów, bo zwymiotowałam po śniadaniu. Siedziałaś przy komputerze. Powiedziałam ci, że mnie przestraszyła. A ty się uśmiechnęłaś i powiedziałaś, że pewnie ma trochę staromodny sposób mówienia”. „
Pamiętam.
Pamiętam, bo kiedy mi powiedziała, że odpowiadałam na e-maile dotyczące fuzji banków, półobecna, przekonana, że jestem miła, podczas gdy byłam po prostu rozkojarzona.
Pocałowałam ją w czoło.
Powiedziałam jej, żeby odpoczęła.
Myślałam, że czuły gest może zastąpić uwagę.
Myliłam się.
„Powiedziała mi” – kontynuuje Elise bardzo cicho – „że jeśli będę się ciągle skarżyć, pomyślisz, że staję się niezrównoważona. Potem twoja matka zaczęła mówić to samo. Ciągle powtarzali, że zapominam o rzeczach, że przesadzam, że ciąża mnie dramatyzuje. Czasami Pauline wyglądała na chorą, ale nie przestawała.”
Łzy spływały jej po policzkach.
„Po jakimś czasie zaczęłam się zastanawiać, czy nie mają racji. Może stałam się trudna. Może wracałaś późno do domu przeze mnie. Może brzydko pachniałam. Może byłam… obrzydliwa. Kazała mi się umyć dwa razy. Potem trzy razy.” Powiedziała, że kobiety w ciąży brudzą się, jeśli się zapuszczą.
Biorę jej dłonie w swoje.
Tym razem się nie odsuwa.
„Uderzyła cię?”