Wyszłam za mąż za mojego byłego ojca ze względu na dzieci, a on po ślu
Peter zauważył zmianę i powiedział, że w końcu stanęłam w swojej obronie. Dodał też, że nie muszę być jego żoną na zawsze, jeśli chcę. To nigdy nie było dla niego priorytetem. Liczyło się to, żebyśmy z dziećmi doszli do momentu, w którym znów będziemy mogli stanąć na własnych nogach.
Pewnego wieczoru patrzyłam, jak Jonathan i Lila bawią się na podwórku, i nagle uświadomiłam sobie, że nie żyję już w ciągłym strachu. Peter nie uratował mnie cudem. Po prostu dotrzymał obietnicy. A ja, krok po kroku, odzyskiwałam prawo do bycia z własnymi dziećmi i ponownego poczucia się silną. To był mój prawdziwy początek.