Davies wysłał SMS-a z ostatnią aktualizacją. „Roztrzaskał telefon o marmurową podłogę w holu. Nawet się nie zatrzymał, żeby go podnieść. Jest w Maybachu. Leci na JFK. Idzie po ciebie”.
Odłożyłem telefon ekranem do dołu na polerowaną mahoniową tackę. Za moim oknem rozległa siatka Nowego Jorku kurczyła się do nieistotnych rozmiarów, gdy Boeing 777 odpychał się od bramki.
Polował na ducha.
Rozdział 3: Publiczna egzekucja w Terminalu 4
Poruszając się na wysokości trzydziestu tysięcy stóp nad Atlantykiem, światła w kabinie przygasły do kojącego, błękitnego zmierzchu. Szampan zaczął rozgrzewać moją krew, rozwiewając lodowate napięcie, które ściskało mnie za serce od sześciu miesięcy.
Odświeżyłem kanały mediów społecznościowych. Internet to brutalnie skuteczny aparat inwigilacji, a Julian Croft był obecnie jego głównym celem.
Na mojej osi czasu pojawił się strumień na żywo z Terminalu 4 lotniska JFK. Liczba widzów przekroczyła dwieście tysięcy.
Dotknąłem ekranu, powiększając obraz. Był tam. Nietykalny władca Croft Corporation, zredukowany do zdesperowanego, spanikowanego zwierzęcia. Pędził sprintem przez rozległą halę odlotów. Brakowało jego szytej na miarę marynarki. Jedwabny krawat był przekrzywiony, przewieszony przez ramię niczym pętla wisielca. Jego włosy, zazwyczaj ułożone z architektoniczną precyzją, przylepiły się do czoła od potu.
Przepychał się między turystami, przewracając słupek. Mikrofon w telefonie streamera wychwycił szmery tłumu.
„Czy to nie ten oszust z Twittera?” „O rany”
O Boże, to Julian Croft! Włącz kamerę!” Patrzyłam, jak dociera do bramki B23. Bramka była opustoszałą, pustą przestrzenią. Agentka już przygotowywała listy odlotów. Widziałam, jak Julian unosił się w górę, krzycząc coś do kobiety, gestykulując dziko w stronę płyty lotniska. Agentka pokręciła głową, wskazując na wyświetlacz. Bramka zamknięta. Poczułam w żołądku głęboką, mroczną satysfakcję.
Mój telefon zawibrował. SMS od pani Sharmy.
„Pan Davies podał mu telefon jednorazowy. Przekazałam twoją wiadomość, Evelyn.” Widziałem to na żywo na transmisji. Davies, goniąc swojego szefa na lotnisko, nieśmiało podał Julianowi świecący smartfon. Julian chwycił go i przycisnął do ucha.
Wiedziałem dokładnie, co Sharma mu w tym momencie mówi. Sam napisałem scenariusz.
„Powiedziała, że przez trzy lata gotowała dla ciebie, ale ani razu nie usiadłeś do porządnego posiłku. Powiedziała, że wyrzuciła obiad, który ci dziś wieczorem zrobiła, i od teraz nigdy więcej go nie zjesz. Nawet jeśli o niego błagałeś”.
Na ekranie ręka Juliana powoli oderwała się od ucha. Telefon jednokrotnego użytku wyślizgnął mu się z dłoni, uderzając o wypolerowane płytki.
Zwrócił przekrwione oczy w stronę ogromnych, sięgających od podłogi do sufitu szklanych okien holu. Na zewnątrz mój samolot był odległym skupiskiem migających świateł nawigacyjnych, wznoszących się w duszącą czerń nocnego nieba.