„Obiecał ci miejsce przy naszym stole?” – warknęła Catherine, a za nią rozległ się szorstki, arystokratyczny śmiech. „Natalio, poważnie nie doceniasz naszego aparatu wywiadowczego. Jesteś kobietą, której nieślubni spadkobiercy są rozsiani po całym świecie”.
Rozległ się dźwięk ciężkich papierów spadających na szpitalne łóżko. Catherine odkopała pogrzebane szkielety Natalii. Pozew o ustalenie ojcostwa z udziałem miliardera z Hongkongu. Pieniądze za milczenie od potentata rynku nieruchomości. Wezwanie sądowe w sprawie o utratę uczuć od żony menedżera funduszu hedgingowego. Troje różnych dzieci. Trzy różne wypłaty.
„Korporacja Croft przejmie to dziecko” – oświadczyła Catherine stanowczym tonem. „Jeśli test genetyczny potwierdzi jego krew, wychowamy go. Ale ty nigdy nie przekroczysz granic naszej rodziny. To dziecko będzie nazywać cię „ciocią” i staniesz się duchem w jego życiu”.
Nagranie audio uchwyciło histeryczne, mrożące krew w żyłach krzyki Natalii, gdy ochroniarz Catherine…
Policjant fizycznie ją obezwładnił i skonfiskował noworodka. „To mój syn! Julian! Julian!”
Nagranie się wyłączyło.
W kolejnym SMS-ie od Sharmy opisano kontrofensywę Natalii. Porzucona przez Juliana i okradziona przez jego matkę, Natalia zatrudniła bezwzględną firmę prawniczą. Jednocześnie pozwała o porwanie dziecka, oszustwo i alimenty, domagając się dziesięciu procent udziałów w imperium Croftów za milczenie na temat pochodzenia dziecka.
Forteca, którą zostawiłam, aktywnie spalała się na popiół.
Na moim ekranie pojawiło się bezpośrednie powiadomienie z WhatsApp. Było od Juliana.
„Kupiłem bilet na AF4. Ląduję w Paryżu jutro o 6:30. Nie ma problemu, jeśli nie będziesz na mnie patrzeć. Ale cię ścigam”.
Wpatrywałam się w SMS-a. Widmo przemierzało ocean. Przesunęłam palcem w lewo w wątku czatu. Usuń. ### Rozdział 5: Paryska świątynia
Lot AF7 wylądował na lotnisku Charles de Gaulle, gdy pierwsze promienie świtu rozświetlały horyzont.
Paryż pachniał wilgotnym brukiem, mocnym espresso i absolutną autonomią. Jechałem taksówką przez budzące się miasto, obserwując, jak szkielet Wieży Eiffla przebija się przez poranną mgłę.