Pociągnął kolejny łyk martini, całkowicie, z błogą obojętnością na to, że jaskrawoczerwony napis „ODRZUCONE: ZAJĘCIE W ZWIĄZKU Z OSZUSTWAMI FEDERALNYMI” leci tuż za nim.
Migające na ekranie barmana światło było dokładnie tym momentem, w którym jego życie oficjalnie, definitywnie się zakończyło.
Rozdział 4: Więdnące stokrotki
Następnego popołudnia słońce Los Angeles świeciło oślepiająco jasno, kpiąc z mrocznej, katastrofalnej ruiny, która miała się wkrótce rozegrać w szpitalu.
Mark pewnym krokiem zszedł z windy na czwarte piętro Centrum Medycznego Cedars-Sinai. Miał na sobie czyste, wyprasowane ubranie, emanując aurą zatroskanego, oddanego męża. W prawej ręce trzymał tani, dziesięciodolarowy bukiet zwiędłych stokrotek z winnicy, zawinięty w folię.
Był lekko zirytowany. Jego karty kredytowe tajemniczo odrzucono w barze wczoraj wieczorem, zmuszając Chloe do zapłaty gotówką, a jego firmowy login do pracy nie działał dziś rano. Założył, że to błąd bankowy. Był zupełnie nieprzygotowany na rzeczywistość, w której został systematycznie wymazany z systemu finansowego.
Założył, że wchodzi do standardowej sali pooperacyjnej, żeby wcisnąć gaz obojętny słabej, uległej i wyczerpanej żonie, żeby wybaczyła mu „chwilę paniki”.
Sprawdził numer pokoju w telefonie: Apartament 402.
Mark skręcił za róg i pewnym krokiem podszedł do ciężkich, drewnianych drzwi.
Nie zdążył do klamki.
Dwóch potężnych, barczystych mężczyzn w ciemnych kombinezonach taktycznych i dyskretnych słuchawkach płynnie i agresywnie stanęło mu na drodze. Nie odzywali się. Po prostu skrzyżowali ramiona, ich dłonie spoczywały niebezpiecznie blisko ukrytych kabur na biodrach, tworząc nieprzeniknioną, fizyczną ścianę mięśni i stali.
Mark zatrzymał się, marszcząc brwi z konsternacji i natychmiastowej irytacji. Jego arogancja sięgnęła zenitu.
„Przepraszam” – zażądał Mark, wypiąwszy pierś, próbując fizycznie zastraszyć mężczyzn dwa razy większych od siebie. „Moja żona, Elena Vance, jest w tym pokoju. Proszę się odsunąć.”
Strażnicy nawet nie mrugnęli. Nie poruszyli się ani o cal.
Ciężkie drewniane drzwi do apartamentu 402 otworzyły się z kliknięciem.
Niecierpliwy uśmieszek Marka zniknął natychmiast.