Mój mąż mnie o to nie prosił. Kazał mi wyjść z mojego pokoju.
Przeszłam obok niego, wzięłam jeden ze swetrów i zarzuciłam go sobie na ramię.
„Dean może spać gdzie indziej”.
Głos Ethana zniżył się. „Tessa”.
Moja mama podeszła bliżej. „Powiedz całe zdanie, kochanie”.
Przełknęłam ślinę.
„Dean może wyjść dziś wieczorem”.
Dean zaklął.
Ethan zwrócił się do mojej matki. „Myślisz, że pieniądze dają ci prawo do rozbijania mojej rodziny?”
Wzrok mamy się wyostrzył. „Nie. Ale godność daje mojej córce prawo do tego, by nie być wypieraną przez twoją”.
Przez kilka sekund w mieszkaniu panowała cisza, słychać było jedynie ruch uliczny na dole.
Wtedy Ethan wypowiedział słowa, które zakończyły coś we mnie.
„Jeśli każesz mu wyjść, idę z nim”.
Spojrzałam na kanapę w sypialni, na piwo Deana ociekające potem na mojej szafce nocnej, na stertę moich rzeczy w korytarzu.
Potem spojrzałam na męża.
„Dobrze”.
Mrugnął.
Powiedziałam to jeszcze raz, bardziej stanowczo.