„Dziś rano tata rozmawiał przez telefon” – powiedział cicho. – „To nie brzmiało dobrze”.
Coś ścisnęło mnie w piersi.
„Proszę, uwierz mi tym razem” – dodał.
To słowo – tym razem – uderzyło mnie mocno. Próbował mnie wcześniej ostrzec. Dziwny samochód na zewnątrz. Ciche rozmowy za zamkniętymi drzwiami. Zbagatelizowałam to wszystko, bo chciałam, żeby nasze życie było normalne.
Ale stojąc tam na lotnisku, trzymając jego drżącą dłoń, coś we mnie drgnęło.
Więc nie pojechaliśmy do domu.
Jechałam bez namysłu, bocznymi uliczkami, krążąc po dzielnicach, próbując pozbyć się uczucia, którego nie potrafiłam wyjaśnić.
W końcu zaparkowaliśmy ulicę dalej od naszego domu.
Z daleka wszystko wyglądało idealnie. Światło na ganku było zapalone. W domu panowała cisza.
Mój telefon zawibrował.