„To ten” – wyszeptał.
Wyszło dwóch mężczyzn. Spokojnych. Skupionych. Jakby dokładnie wiedzieli, gdzie są.
Jeden z nich podszedł do naszych drzwi wejściowych…
I je otworzył.
Nie zmusił.
Otworzył.
„To ten” – wyszeptał.
Wyszło dwóch mężczyzn. Spokojnych. Skupionych. Jakby dokładnie wiedzieli, gdzie są.
Jeden z nich podszedł do naszych drzwi wejściowych…
I je otworzył.
Nie zmusił.
Otworzył.