Spojrzałem na nią.
„Masz dokładnie trzydzieści sekund, żeby zrozumieć, co właśnie straciłaś.”
Zbladła.
„Co?”
Wskazałem na matkę.
„Wszystko, co tu masz… pochodzi od niej.”
Rozejrzałem się wokół nas.
„Ten dom.”
„To życie.”
„Twoja pociecha.”
Mój głos stał się chłodniejszy.
„Wszystko.”
Cisza.
Potem, ciszej:
„A ty po prostu na to splunąłeś”.
Jej przyjaciółki zaczęły się cofać.
Zawstydzone.
Niektóre modliły się
Odłożyli torby.
Zrozumieli.
W końcu.