Mocno.
I po raz pierwszy od lat…
Płakałem.
Nie bezszelestnie.
Nie powstrzymując się.
Jak syn.
Za mną Isabelle wyszeptała:
„Adrien… proszę…”
Wstałem.
Nie odwracając się.
„Wychodzisz”.
Cisza.
„Teraz”.
Nie ruszyła się.
Potem dodałem:
„Papierkowa robota już w toku. Rozwód. Eksmisja. Konta zamrożone”.
Pauza.
„Nic ci tu nie zostało”.
W jej oczach pojawił się szok.
Prawdziwy.
Brutalny.
Zrozumiała.
Tym razem…
przegrała.
Kilka minut później dom był pusty.
Cisza.