Moja córka poprosiła mnie, żebym przestała chodzić do jej szkoły, bo inne dzieci śmiały się z mojej twarzy, a ja myślałam, że to najtrudniejsza rzecz, jaką usłyszę. Myliłam się. Następnego ranka weszłam do jej sali, gotowa wyznać jedną prawdę, tylko po to, by wszedł obcy człowiek i ujawnił mi o wiele ważniejszą.
Każdego ranka, zanim wyjdę do pracy, patrzę w lustro i widzę tę samą twarz. Lewa strona mojej twarzy wciąż pokazuje, co zabrał pożar 20 lat temu. Blizny biegną przez mój policzek, w dół szczęki i znikają w skórze szyi w bruzdach, nierównych liniach, które makijaż łagodzi, ale nigdy nie ukrywa.
Dwadzieścia lat to długi czas, by żyć w zmienionej twarzy. Wystarczająco długi, by przyzwyczaić się do spojrzeń. I wystarczająco długi, by wiedzieć, które z nich wynikają z ciekawości, a które z czegoś bardziej złośliwego.