Uderzenie odbiło się echem po całej sali sądowej. Nie jak z filmu, nie jak w dramatycznym zwolnionym tempie. Prawdziwe, takie, które sprawia, że powietrze syczy tuż przed uderzeniem.
Takie, które uderza jak trzask drzwi, zamykając każdą wersję twojego życia, którą myślałaś, że nadal będziesz mieć. Policzek natychmiast mnie zapiekł. Poczułam smak miedzi w kąciku ust, a moja ręka, zanim jeszcze dotarło do mnie, co się stało, opadła, zakrywając brzuch. W ósmym miesiącu ciąży, sama, właśnie zostałam uderzona na otwartej rozprawie w obecności komornika, stenografki, dwóch urzędników i sędziego Randalla Thompsona z Sądu Rodzinnego Hrabstwa Riverside.
A mój mąż, Harrison Prescott, spojrzał na dłoń Tiffany, dłoń, która właśnie zetknęła się z moją twarzą, i roześmiał się, nie głośno, nie na tyle głośno, żeby było to oczywiste, tylko cicho, jakby ktoś opowiedział dowcip, tylko on i Tiffany wiedzieli, o co chodzi. Ten dźwięk, ten cichy, prywatny śmiech w pokoju pełnym ludzi, którzy patrzyli, jak krwawię, to był moment, w którym przestałem się go bać.