Uśmieszek Harrisona błysnął tylko raz. Jego główny adwokat, mężczyzna o imieniu Gerald coś tam, pochylił się ku niemu i wyszeptał: „Sędzia wypowiedział moje pełne imię i nazwisko. Sarah Jane Miller Prescott”. Harrison zamarł. To drugie imię. Wymazywał je od 6 lat. Miller to nazwisko rodowe mojej matki, nazwisko mojego dziadka, nazwisko na budynku, obok którego babcia mnie woziła, kiedy byłam mała.
I powiedz mi z ogromną dumą, że to nasze, kochanie. Harrison nazwał to starą historią. Powiedział, że to zbędny balast. Przedstawiał mnie na każdym wydarzeniu w Prescott jako Sarah Prescott. Tylko tyle, nic wcześniej ani nic z tego. Pozwoliłam mu. Teraz zrozumiałam, dlaczego mnie do tego potrzebował. Panie Prescott, zapytał sędzia Thompson, czy zna pan pilny wniosek złożony w tym sądzie o 7:15 dziś rano? Adwokat Harrisona wstał.
Wysoki Sądzie, żona mojego klienta wykazała wzorzec emocjonalnej błyskawiczności. Nie pytałem pana o opinię, powiedział sędzia. Proszę usiąść. Cisza zapadła niczym zawalona ściana. Przez 19 lat orzekania w sprawach małżeńskich nie wiem, czy Geraldowi kiedykolwiek kazano usiąść z taką intonacją. Usiadł. Panie
Prescott, akta, Wysoki Sądzie – powiedział ostrożnie Harrison. Odzyskał trochę opanowania. Był bardzo dobry w odzyskiwaniu opanowania. To była jedna z rzeczy, które kiedyś w nim podziwiałem. Nie wiem o żadnym nagłym złożeniu akt. Mój zespół przygotował się do standardu. Sędzia wziął dokument z teczki, którego nie było na jego ławie, kiedy weszliśmy. Czytał na głos.
Czytał przez 11 minut. Wiem, że to było 11 minut, bo liczyłam. Liczyłam, bo liczenie było jedyną rzeczą, która powstrzymywała mnie przed drżeniem. Odczytał dokumentację medyczną. A konkretnie moją dokumentację prenatalną, w tym notatki mojej położnej, dr Bri Ranaty Vasquez, która zasygnalizowała podwyższone markery stresu na czterech z moich ostatnich sześciu wizyt i odnotowała w swoich notatkach klinicznych, że przybyłam na Wizyta w 30. tygodniu ciąży z siniakiem na lewym ramieniu, widocznym od ucisku chwytu.