Część 1
Mój ośmioletni syn zmarł w szkole tydzień przed Dniem Matki, a jego plecak zniknął tego samego dnia. Wszyscy mówili mi, że nie ma już nic do odkrycia. Wtedy do moich drzwi zapukała mała dziewczynka z tym plecakiem, a to, co przyniosła, zmieniło wszystko, co myślałam, że wiem o ostatnich dniach mojego syna.
Mój syn, Randy, miał zaledwie osiem lat, kiedy zasłabł w szkole.
Później wszyscy powtarzali to samo: nikt nic nie mógł zrobić.
Próbowałam im wierzyć, bo wiara w cokolwiek innego była nie do zniesienia.
Ale jaskrawoczerwony plecak Randy’ego ze Spider-Manem zniknął tego samego dnia.
Tej części nikt nie potrafił wyjaśnić.
Jego nauczycielka, pani Bell, powiedziała, że nie ma pojęcia, gdzie się podział. Dyrektorka, pani Reeves, powiedziała, że szkoła przeszukała wszystko. Nawet policjant wyglądał na zaniepokojonego, kiedy ponownie o to zapytałam.
„Haley” – powiedział łagodnie, siadając naprzeciwko mnie przy kuchennym stole – „wiem, że chcesz odpowiedzi, proszę pani, ale w nagłych wypadkach rzeczy mogą się zgubić”.
Wpatrywałam się w niego. „Mój syn zasłabł w szkole i zniknęła jedyna rzecz, którą nosił ze sobą każdego dnia. To nie to samo, co zgubić”.
Nie sprzeciwiał się.
Nikt nie.
A jakoś to pogorszyło sprawę.
W poranek Dnia Matki siedziałam na podłodze w salonie z kocykiem Randy’ego w dinozaury na kolanach i jego miską płatków na stoliku kawowym.
Co roku robił mi śniadanie.