Dekoracja z okazji Dnia Matki wciąż wisiała na korytarzu: papierowe kwiaty, pogięte kartki, pomalowane serca i jedno puste miejsce mniej więcej pośrodku.
Wiedziałam, że to miejsce należało do Randy’ego.
Pani Bell wyszła, kiedy nas zobaczyła. Jej twarz zmieniła się w chwili, gdy zauważyła plecak.
„Sarah” – powiedziała cicho. „Skąd to masz?”
„Randy mi to dał” – powiedziała Sarah, wyciągając rękę do mnie.
Pozwoliłam jej go trzymać.
Pani Bell spojrzała na mnie. „Haley, może powinnyśmy porozmawiać na osobności”.
„Nie” – powiedziałam. „Powinnyśmy porozmawiać szczerze”.
Położyłam przed nią list z przeprosinami Randy’ego.
„Mój syn napisał to, zanim zasłabł”.
Pani Bell zakryła usta.
„Czy on zniszczył ścianę?” zapytałem.
Odwróciła wzrok. „Wierzyłam w to, co miałam”.
„To nie było moje pytanie”.