Sarah skinęła głową. „Wylał farbę na kilka kartek, a jedna się rozerwała. Randy miał klej na rękach tylko dlatego, że mi pomagał”.
Znów spojrzałam na przeprosiny. Litery były nierówne. Niektóre słowa były ciemniejsze, jakby za mocno dociskał ołówek.
„Ciągle powtarzał: »Moja mama wie, że nie kłamię«” – powiedziała Sarah. „Ale pani Bell powiedziała mu, że nawet grzeczne dzieci potrafią zawieść swoje matki”.
Moje palce zacisnęły się na kartce.
Mój syn odszedł z tego świata, myśląc, że mogę uwierzyć, że jest zły.
„Co się stało potem?” – wyszeptałam.
Sarah przycisnęła piąstkę do środka piersi.
„Powiedział: »Sarah, znowu się zgniata«”.
Chwyciłam się krzesła. „Znowu?”
Skinęła głową, płacząc jeszcze mocniej. „Mówił mi wcześniej, ale powiedział, żebym ci nie mówiła, bo miałaś grypę”.
O mało nie ugięły się pode mną kolana.
„Powiedział, że mamy myślą, że dzieci nie wiedzą pewnych rzeczy, ale wiedzą” – szlochała. „Powiedział, że powie ci po Dniu Matki, kiedy jednorożec będzie gotowy”.
„Och, Randy”.
„Powiedziałam mu, żeby pił wodę” – płakała Sarah. „Mój tata tak mawiał, kiedy bolał mnie brzuch. Pij wodę i poczekaj chwilę. Nie wiedziałam, że serca są inne”.
Uklękłam przed nią.
„Sarah, spójrz na mnie”.
„To nie pomogło”.
„Nie, kochanie. To nie były lekarstwa. Ale to była dobroć”.
Jej twarz się skrzywiła.
„Potem próbował schować jednorożca” – wyszeptała. „Powiedział, że nie można zobaczyć liściku z przeprosinami przed prezentem. Potem jego krzesło zaskrzypiało i upadł”.
Zakryłam usta.
„Wszyscy krzyczeli” – powiedziała Sarah. „Pani Bell powtarzała jego imię bardzo głośno. Potem przyjechali ratownicy medyczni”.
Jej głos opadł.