Dwieście dziesięć tysięcy dolarów.
Opisy transakcji były agresywnie niejasne: „Nagły wypadek rodzinny”, „Logistyka przejścia” i „Poprawa kapitału”.
Ręce mi zdrętwiały. Kliknąłem w szczegóły routingu. Pierwszy przelew trafił bezpośrednio na konto jego brata, Davida, prawdopodobnie w celu spłaty bieżących długów bankructwa. Drugi trafił do ekskluzywnej firmy przeprowadzkowej i magazynowej.
Ale to trzeci przelew zmroził mi krew w żyłach.
Dwieście dziesięć tysięcy dolarów zostało przelane na konto luksusowego wykonawcy architektonicznego w Chicago. Wyciągnąłem załączoną, cyfrową fakturę przez portal banku. Napisałem: PILNE ZAMÓWIENIE: Rozbiórka skrzydła wschodniego i ścianki działowe z płyt gipsowo-kartonowych. Przekształcenie studia w sypialnię dla wielu dzieci.
Przestałem oddychać. Studio East Wing nie było pokojem gościnnym. To była moja prywatna oaza pisarska. To było pomieszczenie, które specjalnie wybrałam ze względu na akustykę i oświetlenie, miejsce, w którym zobowiązałam się kontraktem do napisania dwóch ostatnich książek z mojej serii. Marcus nie tylko zaprosił hałaśliwą rodzinę swojego brata. Potajemnie wynajął ekipę rozbiórkową, żeby zburzyć moją oazę twórczą i zbudować stały labirynt z płyt gipsowo-kartonowych dla swoich siostrzeńców. Zamierzał zniszczyć samą siłę napędową swojego luksusowego życia.
Zanim dał mi szansę na sprzeciw, zaczął już gwałtownie przebudowywać moje życie, traktując mnie jak trudną przeszkodę administracyjną, którą mógł po prostu ominąć.
Potrzebowałam telefonu, żeby zadzwonić do prawnika, ale zostawiłam go w głównej sypialni. Idąc korytarzem, mój wzrok padł na iPada Marcusa, spoczywającego na stacji ładującej na konsoli w przedpokoju. Używał go do czytania wiadomości. Były zsynchronizowane z jego iCloud.
Dotknęłam ekranu. Nie było zamknięte.