Jak każda para, mieliśmy marzenia: kupić dom, wychować dzieci, założyć małą rodzinę. Ale po trzech latach małżeństwa i dwóch poronieniach, których doświadczyła Maya, wszystko zaczęło się zmieniać. Stała się cicha; jej oczy często wpatrywały się w dal. Zacząłem czuć się wyczerpany – wracałem z pracy i zastałem tylko westchnienia i zimne spojrzenia.
Nie mogę zaprzeczyć, że to była moja wina. Zacząłem się spóźniać, unikać rozmów z nią, wykorzystując pracę jako pretekst do ukrycia rosnącej pustki między nami. Stopniowo drobne kłótnie stały się powszechne. Żadne z nas nie chciało zrobić sobie krzywdy. Pewnego kwietniowego dnia, po drobnej, ale wyczerpującej kłótni, powiedziałem cicho:
—Maya, rozwiedźmy się.
Długo mi się przyglądał, a potem powiedział jedno zdanie:
—Już podjąłeś decyzję, prawda?