Pewnej nocy, gdy spał, sprawdziłem jego torbę i znalazłem małą kopertę, na której było napisane:
„Jeśli Arjun kiedykolwiek to przeczyta, proszę, wybacz mi”.
Zawahałem się przez kilka sekund, a potem otworzyłem.
Arjun,
jeśli to czytasz, być może nie mam już siły, by mówić. Wiem, że moje milczenie i chłód Ci przeszkadzały. Ale nigdy nie chciałam być dla Ciebie ciężarem. Nie zasłużyłeś na to, by wciągnąć Cię w moją słabość.
Zaszłam w ciążę ponownie. Tylko na krótko. Nie miałam odwagi, by Ci o tym powiedzieć, bo bałam się, że znów stracę kontrolę. A potem to się stało… Straciłam dziecko w szóstym tygodniu. Lekarze powiedzieli, że to przez moją słabość i… guz.
Złożyłam pozew o rozwód, by zachować Twoje piękne wspomnienia, a nie stać się słabą kobietą podłączoną do kroplówek i pachnącą antyseptykiem. Ale nadal głęboko Cię kocham. Tę miłość zachowuję dla siebie.
Gdybym mogła cofnąć czas, i tak pozwoliłabym Ci odejść. Bo wiem, że potrzebujesz innego życia.
Dziękuję Ci, że mnie kochasz.
Przycisnęłam list do piersi, drżąc, jakby świat wymykał mi się z rąk. Wszystko, co ukrywała – kolejną aborcję, chorobę, decyzję o odejściu – robiła, żeby mnie chronić. Ale to sprawiało mi sto razy większy ból.
Tydzień później dr Kapoor wezwał mnie do swojego gabinetu.
—Stan Mai się pogarsza. Guz nie reaguje dobrze na chemioterapię. Spróbujemy innych opcji, ale szanse nie są po naszej stronie.
Poczułem, jak opuszczają mnie wszystkie siły. Po raz pierwszy w życiu bałem się kogoś stracić.
Tej nocy trzymałem ją za rękę w szpitalnej sali. Była bardzo słaba, prawie zbyt słaba, żeby mówić. Usiadłem obok niej i szepnąłem jej do ucha:
—Jeśli to możliwe… Chcę znów się z tobą ożenić. Nie interesują mnie żadne formalności. Chcę cię tylko widywać każdego ranka, trzymać za rękę każdej nocy, tak długo, jak zechcesz. Nie potrzebujemy wielkiego nowego początku — po prostu chcemy być razem, dopóki jesteś tutaj.
Maya delikatnie dotknęła mojego policzka i uśmiechnęła się przez łzy: