Skinąłem głową. Tak jak się spodziewałem, nie płakała ani nie krzyczała. Po prostu skinęła głową w milczeniu i tej samej nocy spakowała swoje rzeczy. Szybko podpisaliśmy papiery rozwodowe, jakbyśmy mentalnie przygotowywali się do tego od dawna.

Po rozwodzie przeprowadziłam się do wynajętego mieszkania w New Delhi i zaczęłam wieść proste życie: rano chodziłam do pracy, wieczorem wychodziłam na drinka albo do kina. Nikt mi nie gotował, nikt nie budził mnie znajomym krokiem, nikt nie pytał: „Już jadłaś?”. Ale nie pozwoliłam sobie na słabość. Przekonywałam samą siebie, że postąpiłam słusznie – a przynajmniej tak mi się wtedy wydawało.

Minęły dwa miesiące. Żyła jak cień. Wiele nocy budziła się z koszmarów, krzycząc imię Mai przez sen.

Tego dnia pojechałem do AIIMS w Nowym Delhi, żeby odwiedzić mojego najlepszego przyjaciela Rohita, który niedawno przeszedł operację. Idąc korytarzem interny, coś przykuło moją uwagę kątem oka. Wtedy ją zobaczyłem.

Była tam Maya, ubrana w jasnoniebieską szpitalną koszulę. Jej włosy były dziwnie krótkie – kiedyś uwielbiała swoje długie. Twarz miała bladą i chudą, a oczy zapadnięte i pozbawione życia. Obok niej kroplówka.

Zamarłam. Serce waliło mi jak młotem. Pytania zalewały moją głowę: Co się z nią stało? Dlaczego nic mi nie powiedziała? Dlaczego była sama?

Drżąc podszedłem i zapytałem:

-Maya?

Spojrzał w górę. Jego puste oczy rozbłysły zaskoczeniem.

—Ty… Arjun?

—Co tu robisz? Co ci się stało?

Unikała mojego wzroku i odwróciła twarz. Jej głos był ledwo słyszalny:

—Nic… to było tylko badanie lekarskie.

Leave a Comment