—Mayo, pozwól mi zostać z tobą. Chociaż nie jesteśmy już małżeństwem, nie mogę cię tak zostawić.
Uśmiechnęła się do mnie smutno:
—Teraz ci mnie żal?
—Nie. Ja… ja nadal cię naprawdę kocham.
Następnego ranka przyniosłem do szpitala pojemnik z gorącym khichdi i kilka pomarańczy. Była zaskoczona moim widokiem, ale nic nie powiedziała. Może liczyła na mój powrót, ale nie byłem pewien.
W ciągu następnych dni praktycznie rzuciłem pracę, żeby być z nią. Chodziłem z nią na wizyty, czekałem na leki i stosowałem się do wszystkich diet przepisanych przez lekarzy. Nie wiem, dlaczego to robiłem – czy to była pokuta? Z wyrzutów sumienia? A może po prostu dlatego, że wciąż ją kochałem?
Pewnego popołudnia, gdy ścieliłam jej łóżko w szpitalu, Maya nagle powiedziała:
—Wiesz…? Dowiedziałam się o swojej chorobie przed rozwodem.
Zaniemówiłem.