Podpisałam.
Później przestałam rozumieć, gdzie są pieniądze. Marek mówił, że biznes ma koszty. Że księgowa się pomyliła. Że przelewy są tymczasowo wstrzymane. Gdy pytałam zbyt długo, wpadał w złość.
—Myślałam, że ja naprawdę nic nie rozumiem — wyszeptałam.
Mama pochyliła się.
—Nie. On chciał, żebyś tak myślała.
Do mieszkania wszedł lekarz z policjantką. Obejrzał mój policzek, zapytał, czy boli mnie głowa, czy mam zawroty, czy wcześniej dochodziło do przemocy. Na ostatnie pytanie zamilkłam.
Z kuchni Marek krzyknął:
—Ona kłamie! Ona zawsze przesadza!
Policjantka spojrzała na mnie łagodnie.
—Pani Anno, nie musi pani odpowiadać przy nim.
I wtedy zrozumiałam, jak głęboko we mnie siedział jego głos. Nawet gdy był w innym pokoju, nadal bałam się mówić.
Mama wyjęła z teczki małą kopertę.
—To nie jest tylko dzisiejsza sprawa — powiedziała. — Od miesięcy zbierałam materiały. Ale nie mogłam złożyć zawiadomienia za ciebie w sprawie przemocy domowej, jeśli ty nie chciałaś mówić. Mogłam za to zgłosić to, co dotyczy pieniędzy, dokumentów i firmy. Dzisiaj chciałam przyjść i jeszcze raz poprosić cię, żebyś wyszła ze mną. Nie wiedziałam, że zdążymy akurat na…
Nie dokończyła.
Spojrzała na mój policzek i jej twarz zadrżała.