Po raz pierwszy tego wieczoru zobaczyłam, że cała jej żelazna postawa to nie brak uczuć. To tama. A za tamą stał ocean.
—Mamo…
—Przepraszam — powiedziała cicho.
—Za co?
—Za to, że czekałam, aż poprosisz o pomoc. Powinnam była wyważyć drzwi wcześniej.
Łzy napłynęły mi do oczu.
—Ja bym ci nie uwierzyła.
—Wiem.
I to „wiem” było najboleśniejsze.
Bo taka była prawda. Jeszcze miesiąc wcześniej broniłabym Marka. Tłumaczyłabym, że jest zestresowany. Że ma firmę na głowie. Że nie lubi mojej matki, ale przecież to normalne, teściowe bywają trudne. Że czasem krzyczy, ale potem przynosi kwiaty. Że nie bije, tylko „szarpnął”. Że nie zabrania mi pracować, tylko „martwi się o mnie”.
Kobieta potrafi nazwać klatkę domem, jeśli przez lata słyszy, że za drzwiami nie ma dla niej miejsca.
Marek został zatrzymany jeszcze tej nocy.