Miał na sobie granatową koszulę, którą mu podarowałam na zeszłe Boże Narodzenie. Śmiała się, opierając dłoń na brodzie i pochylając się do przodu, jakby to nie był ich pierwszy raz. W ogóle się nie denerwowali. Wydawali się spokojni. Przyzwyczajeni. Wyćwiczeni.
Odsunęłam krzesło tak gwałtownie, że zaskrzypiało na podłodze.
Mężczyzna stanął obok mnie, zanim zdążyłam zrobić dwa kroki…
„Nie odchodź” – powiedział cicho.
Odwróciłam się wściekła. „Przepraszam?”
Zniżył głos. „Spokojnie. Prawdziwy spektakl dopiero się zacznie”.