(Wiem, że wszyscy umieracie z ciekawości, co będzie dalej, więc jeśli chcecie czytać dalej, zostawcie komentarz „TAK” poniżej!)
„Utknęłam w pracy. Wszystkiego najlepszego z okazji drugich urodzin, kochanie. Wynagrodzę ci to w ten weekend”.
O 19:15 siedziałam dwa stoliki od niego w zatłoczonej chicagowskiej restauracji, patrząc, jak całuje inną kobietę, jakbym w ogóle tego nie zauważyła.
Na kilka sekund zamarłam. W dłoni wciąż ściskałam małą torebkę z prezentem, którą przyniosłam: starodawny srebrny zegarek, który kiedyś podziwiał na wystawie sklepowej. Spędziłam godzinę na przygotowaniach, a potem pojechałam przez centrum, żeby zrobić mu niespodziankę, bo jego wiadomość wydała mi się dziwna, zbyt zimna, niemal wyuczona. Teraz zrozumiałam dlaczego.
Miał na sobie granatową koszulę, którą podarowałam mu na zeszłe Boże Narodzenie. Śmiała się, opierając dłoń na policzku, pochylając się ku niemu z łatwością kogoś, kto nie doświadcza niczego nowego. Nie było między nimi żadnej niezręczności ani dystansu. Tylko niepokojąca pewność.
Odsunęłam krzesło tak gwałtownie, że zaskrzypiało na podłodze. Zanim zdążyłam zrobić dwa kroki, obok mnie stanął mężczyzna.
„Nie waż się tak” – powiedział cicho.