Odwróciłam się do niego, a gniew narastał w mgnieniu oka. „Słucham?”
Zachował spokój. „Zachowaj spokój. Prawdziwe przedstawienie zaczyna się teraz”.
Miał czterdzieści kilka lat, był wysoki, elegancki, a na jego twarzy malowało się coś bardziej starodawnego niż zwykła irytacja. Wskazał na kobietę siedzącą z moim mężem.
„Nazywam się Daniel Mercer” – powiedział. „Kobieta z twoim mężem jest moją żoną”.
Czułem, jakby ziemia zapadała mi się pod nogami.
„Co?”
„Powiedziała mi, że jest…”
„Dziś wieczorem w Bostonie” – kontynuował. „Śledzę go od sześciu tygodni. Zatrudniłem prywatnego detektywa po tym, jak znalazłem rachunki hotelowe na naszej wspólnej karcie”. Jego wzrok stwardniał. „Twój mąż nazywa się Andrew Bennett, prawda?”
Wpatrywałam się w niego, niezdolna do natychmiastowej odpowiedzi.