Spojrzałam na męża. Wciąż uśmiechał się do Vanessy, nieświadomy tego, co się dzieje.
Potem kobieta w garniturze przeszła przez salę i gwałtownie zatrzymała się przy ich stoliku.
Na początku nikt nie rozumiał. Rozmowy trwały, brzęknęły kieliszki, kelnerzy się przemieszczali. Potem położyła teczkę przed Andrewem i powiedziała spokojnym, niemal lodowatym głosem: „Panie Bennett, proszę nie wychodzić. Musimy omówić nieautoryzowane wydatki firmowe i ich zwroty”.
Blask zniknął z jego twarzy.
Po kilku sekundach w całej sali zapadła cisza.
Widziałem, jak zawsze, jak próbuje się uspokoić, odzyskać panowanie nad sobą za pomocą słów. Ale tym razem mu się nie udało. Śledczy otworzył akta.
„W ciągu ostatnich ośmiu miesięcy kilka wydatków związanych z wyjazdami klientów zostało zarejestrowanych w fałszywych kategoriach biznesowych. Znaleźliśmy również osobiste wydatki na podróże, które zostały obciążone na konto dostawcy za pana zgodą”.
Vanessa odwróciła się do niego tak szybko, że jej krzesło zaskrzypiało po podłodze.
„Andrew…” wyszeptała.
Już nie odpowiadał.