„Rozmawiałem z Mikiem w pracy” – powiedział, łagodnie, jakby mówił swobodnie. „Wspomniał, że jego kuzynka, Sharon, była surogatką. Zarobiła jakieś 60 000 dolarów. Tak po prostu. Po prostu urodziła dziecko. To wszystko”.
„Dobrze… i co?” – zapytałam, wciąż składając maleńkie dżinsy Jacoba, niepewna, czy w ogóle dobrze go usłyszałam.
„Mel, gdybyś coś takiego zrobił, w końcu moglibyśmy spłacić kredyt hipoteczny mamy. Bylibyśmy skończeni! Koniec z comiesięczną paniką. Moglibyśmy się przeprowadzić, zacząć od nowa. Zrób to dla nas. Zrób to dla Jacoba”.
„Ethan” – powiedziałam, czując, jak ściska mi się żołądek. „Nie sugerujesz chyba poważnie, żebym urodziła czyjeś dziecko?”