„Dlaczego nie?” – odpowiedział. „Miałaś zdrową, bezproblemową ciążę z Jacobem. Bez żadnych komplikacji. I pomyśl tylko, Mel – to tylko dziewięć miesięcy. Najwyżej rok poświęceń. To może wszystko zmienić. I… pomyśl o tej rodzinie, która desperacko pragnie dziecka, ale nie może go mieć”.
Zawsze mówił „my”, jakby to znaczyło „my”. Jakbym była traktowana na równi z innymi. Ale w tym momencie coś się zmieniło. Moje dłonie zatrzymały się na parze skarpetek i spojrzałam na niego.
„Chcesz powiedzieć, że poświęciłabym wszystko, Ethan – i oboje cieszylibyśmy się nagrodą?”
„Nie spiesz się, Mel” – powiedział, uśmiechając się tak, jak się kogoś już przekonało. „Pomyśl tylko. Robisz to dla nas. Dla Jacoba. I dla mamy”.
Nie odpowiedziałam od razu. Po prostu wpatrywałam się w poskładane ubrania między nami. Pod maską wyczerpania i wątpliwości wciąż go kochałam.
Więc powiedziałam „tak”.