„E-maile” – wyszeptała Chloe, patrząc na swoje dłonie. „Alexander poprosił mnie o przesłanie wewnętrznych dokumentów z kont Madeline, kiedy była w podróży. Eleanor poinstruowała mnie, które pliki mam ukraść. Wtedy nie rozumiałam przepisów, ale teraz już je rozumiem”.
Wpatrywałam się w dziewczynę. „Dlaczego nam to przekazujesz?”
Chloe dotknęła brzucha. „Bo kiedy wiadomość się rozeszła, Alexander powiedział swoim prawnikom, że zamierza oskarżyć mnie o to, że wmówiłam mu fałszerstwo. Chciał mnie w to wrobić, żeby się ratować”.
O mało się nie roześmiałam. Oczywiście, że tak było. Uczucie Alexandra zawsze wiązało się ze strategią wyjścia awaryjnego.
„Nie oczekuję, że mi wybaczysz, Madeline” – cicho zawołała Chloe. „Lubiłam czuć się wybrana przez potężnego mężczyznę. Byłam głupia”.
Pochyliłam się do przodu. „Nie wybaczam ci, Chloe. Ale jeśli te dowody są autentyczne, zeznawaj pod przysięgą. Nie buduj życia dla tego dziecka na podstawie krzywoprzysięstwa i kradzieży”.
Skinęła głową, wybuchając głośnym szlochem.
Dowody dostarczone przez Chloe były ostatnim gwoździem do trumny. Zawierały e-maile, w których Alexander nazywał mnie „ciężarem z wysoką historią kredytową”. Widok tych słów nie złamał mi serca; wypalił ranę na zawsze.
Mediacja rozwodowa była krótka i brutalna.