Zaledwie trzy dni po ich przeprowadzce mój ojciec zaczął pomagać im w naprawie rur, wymianie żarówek, odprowadzaniu i odbieraniu dziewczynek ze szkoły. Wtedy moja matka jeszcze się śmiała i mówiła: „Ten Bernard jest naprawdę uczynny”. Wtedy tego nie rozumiałam. Później jednak pojęłam wszystko.
Kiedy Isabelle Morel poszła do gimnazjum, mój ojciec kupił jej laptopa. Kiedy Juliette Morel była w podstawówce, ojciec zapisał ją na najdroższy kurs matematyki wyższej w mieście. Moja matka zapytała go wtedy:
– Interesujesz się córkami innych bardziej niż własną.
Ojciec odpowiedział:
– Mąż tej kobiety jest zawsze w rozjazdach. Matce i córkom nie jest łatwo samym.
Brzmiało to jak bardzo godne wyjaśnienie. Moja matka nie dodała nic więcej.
Gdy miałam piętnaście lat, zauważyłam już coś niepokojącego w spojrzeniu, jakim mój ojciec obdarzał Isabelle Morel. To nie było spojrzenie dorosłego na dziewczynkę. To było spojrzenie mężczyzny na kobietę. Nie odważyłam się powiedzieć o tym mamie. Bałam się, że tego nie zniesie. Patrząc na to teraz z perspektywy czasu… moja matka wcale nie potrzebowała, żebym to ja jej mówiła. Ona wiedziała o wszystkim.
Kiedy miałam dwadzieścia lat i studiowałam na uniwersytecie w Paryżu, wróciłam do domu na ferie zimowe i odkryłam, że mama wymieniła drzwi do sypialni na takie z zamkiem. Ojciec spał w gabinecie. Zapytałam ją dlaczego. Powiedziała:
– Z wiekiem spanie oddzielnie pomaga lepiej wypocząć.
Kiedy to mówiła, kroiła warzywa. Nóż poruszał się z przerażającą regularnością.
W roku, w którym Isabelle Morel ukończyła studia, ojciec załatwił jej pracę w jednostce podległej Urzędowi Urbanistyki. Gdy Juliette Morel zdawała egzaminy na studia, ojciec wykorzystał swoje znajomości, by dostała się do prestiżowej uczelni w prowincji.
Podczas zjazdu klasowego mojej matki ktoś zażartował: