Ale ja wiedziałam, że tak nie jest. Widziałam zdjęcia w telefonie ojca. Tych dwoje dzieci nazywało go „dziadkiem Martinem”. Na jednym ze zdjęć ojciec trzymał dziecko na rękach i uśmiechał się z większą radością, niż kiedykolwiek okazywał, gdy trzymał mnie jako małą dziewczynkę.
Pewnego razu wzięłam telefon ojca i zobaczyłam wiadomość od Isabelle Morel. Tego dnia był pod prysznicem, telefon leżał na stole, a ekran się zaświecił. Wiadomość brzmiała: „Tato, jutro jest uroczystość zakończenia przedszkola małego. Dasz radę przyjść?”.