CZĘŚĆ 1: Drzwi, które pozostały zamknięte
„Nie możesz tu zostać, mamo”.
Tak powiedział mi mój syn Alejandro pewnego deszczowego wieczoru, gdy stałam przed jego bramą w Lomas Verdes, trzymając małą walizkę, torbę z apteki wypełnioną lekami przeciwbólowymi i czując ostry ból w biodrze, który nasilał się z każdym krokiem.
To był trudny dzień. Wcześniej tego popołudnia poślizgnęłam się na mokrych schodach w moim budynku mieszkalnym w Narvarte. W szpitalu lekarz powiedział mi, że nic mi nie jest złamane, ale był stanowczy: potrzebuję całego tygodnia odpoczynku – żadnych schodów, żadnych gwałtownych ruchów i nie powinnam być sama.
Mój budynek jest stary. Winda ledwo działa. Mój sąsiad, który zazwyczaj mi pomaga, był poza miastem. Zrobiłam więc to, co zrobiłaby każda matka – zadzwoniłam do syna.
Alejandro nie odebrał.