Wysłałam wiadomość.
Nadal nic.
Pojechałam więc do jego domu, wierząc, że jeśli mnie zobaczy – zmęczoną, bladą, opartą o laskę – otworzy drzwi i powie: „Wejdź, mamo. Czemu nie powiedziałaś mi wcześniej?”.
Nie prosiłam o wiele.
Nie o pieniądze.
Nie o to, żeby się wprowadzić.
Tylko na kilka nocy.
Kiedy zadzwoniłam do drzwi, nie spieszyli się. Z zewnątrz wszystko wyglądało idealnie – duże okna, dwa SUV-y, starannie utrzymany ogród. Wszystko to świadczyło o sukcesie. I dystansie.
Alejandro otworzył drzwi, już zirytowany.
„Mamo… co ty tu robisz?”